Dzieciństwo a hazard

W dzieciństwie uwielbiałem grać w karty. Co prawda rodzice strasznie mnie do tego zniechęcali, powtarzając w kółko, że „kto gra w karty, ten ma łeb obdarty”, jednak żadne z ich gadania mnie nie zniechęcało. Czułem mocną ciągotkę ku hazardowi. Kiedyś nawet na wycieczce klasowej ograłem kolegę z całej kasy jaką ze sobą zabrał i to już pierwszego dnia, później mu oczywiście pożyczyłem kasę, ale wiadomo, że po powrocie do domu musiał mi oddać. W końcu wiedział w co się pakował. Ciekawe czy on by był dla mnie łaskawy? Pewnie nie.

Więc i ja nie musiałem taki być. I ta ciągotka do pokera została mi do dziś, bo po drodze jeszcze setki razy grałem, czy to na uczelni w akademiku ogrywając studentów z ich kasy, czy to później w pracy, grając z kolegami i wygrywając w pokera ich pensje, tym samym podwajając, czy potrajając swoje miesięczne przychody. Dla mnie to było dobre rozwiązanie. Ale kiedyś źle trafiłem, zagrałem z kilkoma gośćmi, którzy nie byli tacy łatwi. To znaczy w pokera byli cieniasami, szybko ograłem ich ze sporej kwoty pieniędzy, ale cała afera skończyła się tym, że doszło do bójki i wylądowałem w szpitalu.

Później leżałem w domu i znalazłem rozrywkę w pokerze… online! Nie mogłem chodzić przez pierwsze tygodnie, więc grałem przez internetowe kasyno online, które oferowały i inne ciekawe rozgrywki – poker, baccarat, blackjack, ruletka, kości itd. I w ten sposób gram do dziś, bo zawsze znajdą się jacyś chętni i nikt już nie będzie wszczynał bójek, ani nawet nie pogrozi, że wydłubie mi oczy.

Reklamy